“dzień dobry, nazywam się oramen” czyli bloga Oralmena początki.
Wypierdzielać, moi drodzy czytelnicy.
, przywitał się z nami Autor. Ta nędzna jakże próba sprowokowania zainteresowania blogiem moim zdaniem nie wyszła, jako że… takie coś najzwyczajniej w świecie się przejadło.
W dodatku wydaje mi się, że chęć ta wynikła z lektury bloga CormaC’a, który to dostępny jest [tutaj] no i… eee… Tak, to jawna prowokacja, jakże moim zdaniem podobna do CormaCowego
Jeżeli jakiś wpis cię oburzył i chciałbyś dać mi o tym znać (lub po prostu podjąć ze mną polemikę), wyślij maila zatytułowanego “Mam zerowy dystans do świata i siebie samego” (wybrałem taki specjalnie - nie zawiera u/ó, rz/ż, ch/h ani innych ekstrawagancji, które dla wielu [czyt. leni] są nie do opanowania) - ułatwi mi to ustawienie w programie pocztowym odpowiedniego filtru kasującego takie wiadomości bez czytania. Dziękuję.
Nieprawdaż? : ) I w dodatku pozbawione niesamowitego uroku pierwowzoru. Ja też mógłbym napisać “wypierdalać mi z bloga”, drogi Oramenie, jednak czy nie spowodowałoby to, że ludzie uciekliby z bloga?
Dodatkowo jest to pewien przejaw HIPOKRYZJI, panie szokujący, ponieważ usiłujesz zszokować właśnie ludzi, samemu to krytykując, choćby o, tutaj:
Zastanawiające w tym wszystkim jest to, że w dzisiejszym świecie by ktoś inny niż nasi bliscy zapalił nam świeczkę (tu chodzi mi o taką [*], internetową) trzeba być kimś znanym, umrzeć masowo albo wycofać się z produkcji gry komputerowej.
Bo samotnego, starszego bezdomnego nikt nie pożałuje.
Notka bardzo odważna, myślę że dla wielu szokująca. No ale to dobrze, w sumie im bardziej szokujący temat tym więcej głupich komentarzy do niego, nie?
Nie sądzisz, że żeby móc sobie pozwolić na takie prowokowanie też trzeba być kimś sławnym, umrzeć masowo i wycofać się z produkcji filmu porno?
Więc na przyszłość - albo nie krytykuj innych, którzy chcą być szokującymi, albo wypierdzielaj z MOJEGO INTERNETU.

A tymczasem, po napisaniu tej katonotki (zerżnę od Kominka, najwyraźniej podkradanie ludziom pomysłów jest przepisem na sukces), wypierdzielam na łyk - łyk - łykend.